magazyn sztuki



Roman Wysogląd

bywam więc opisuję (69)


dotychczasowe >>>

teksty aktualne >>


Roman Wysogląd bywam więc opisuję (69) Niestety, nie mój „ Francuz”.


Hotel Francuski – zabytkowy budynek znajdujący się w Krakowie na Starym Mieście przy ul. Pijarskiej 13, na rogu ul. św. Jana 32.

Na miejscu obecnego budynku znajdowała się XV-wieczna kamienica zniszczona w pożarze przed 1642 rokiem, odbudowana w drugiej połowie XVII wieku i przebudowana w 1795 roku.

  Do momentu zburzenia w XX wieku był to jednopiętrowy budynek z łamanym dachem i wejściem od ul. św. Jana. Był własnością karczmarzy i piwowarów. Prowadzono w nim karczmę, w budynku frontowym wyszynk, w oficynach były stajnie i browar. Dom posiadał wybrukowaną kamieniem łamanym sień o sklepieniu beczkowym, środkiem której biegł rynsztok. Z sieni wchodziło się do kuchni, izby z kominkiem, izby szynkowej oraz do obszernej piwnicy. Na pierwsze piętro prowadziły schody dębowe. Znajdowała się tam sionka, mała kuchnia, izba tylna i szereg innych pomieszczeń mieszkalnych. W podwórzu stał przed 1790 r. spichlerz. W pierwszej połowie XVII w. w kamienicy działała też piekarnia. Na początku XIX w. przy dłuższej, bocznej elewacji domu (od strony ul. Pijarskiej) dobudowano warsztat kowalski z dużymi wrotami oraz dodatkowe pomieszczenia mieszkalne. W swoich dziejach kamienica – w nawiązaniu do nazwisk właścicieli – nazywana bywała niekiedy "Domem Słoninkowskim" (do 1613), kamienicą "Sikorzyńską" (1. poł. XVII w.) lub kamienicą "Miernikowską" (1. poł. XVIII w.). Ostatnimi właścicielami posesji (ówczesny adres ul. św. Jana nr 32) byli Tadeusz Rząca i Aleksander Ritterman (od 1910). W roku 1911 z inicjatywy Rittermana stare zabudowania zostały rozebrane wraz z fundamentami, aby można było przystąpić do realizacji planu wystawienia nowego krakowskiego hotelu.

W latach 1911-1912 zbudowano na ich miejscu Hotel nazwany Francuskim. Eklektyczno-modernistyczny budynek projektowali Zbigniew Odrzywolski i Bronisław Colonna-Czosnowski (późniejsza rozbudowa). Rozpoczął działalność 1 czerwca 1912 roku i był wtedy najnowocześniejszym krakowskim hotelem. Trzypiętrowy budynek z mansardowym dachem był wyposażony w cichobieżne windy, telefony, oświetlenie elektryczne, centralne ogrzewanie, ciepłą i zimną bieżącą wodę w pokojach, pocztę pneumatyczną.

   Z dworca kolejowego do hotelu dowoził gości samochód. W 1945 roku hotel upaństwowiono, a od 1950 był zarządzany przez Polskie Biuro Podróży Orbis. Przeprowadzono także kilka przebudów i modernizacji m.in. w 1955 oraz w latach 1988-1991. W 2011 r. Orbis sprzedał Hotel spółce Emir 19, której połowę udziałów ma firma Alterco, a drugą połowę rodzina Gesslerów.

Obecnie jest to czterogwiazdkowy hotel, oferujący gościom 42 pokoje (w tym 15 apartamentów). Na parterze mieści się restauracja, od 2011 r. prowadzoną przez  Adama Gesslera pod nazwą "Geissler we Francuskim”.

Ciekawostka: W dniu 12 października 1919 roku, podczas zjazdu założycielskiego, powstał tutaj Komitet Udziału Polski w Igrzyskach Olimpijskich, czyli zalążek Polskiego Komitetu Olimpijskiego

Na przełomie lat 60-tych i 70-tych najbardziej ekskluzywna pijalnia wód alkoholowych.

  Salka składała się z solidnego baru z nie więcej jak ośmioma siedzeniami przyspawanymi do podłogi, lożę na kilka osób, dwa stoliku oraz podest dla orkiestry, która miała miły zwyczaj grania wyłącznie w przerwach.

  Poza barem znajdowała się zwykła, długa i niesympatyczna sala restauracyjna, czyli przejście do szatni, toalety oraz kawiarni, a z drugiej strony do recepcji hotelu.

  Tak zwany bon konsumpcyjny w niezmienianej przez długie lata cenie stu złotych, w razie potrzeby można było u przychylnych barmanów - najpierw pani Uli, później niezastąpionego pana Tadeusza wymienić znowu na pieniądze, kiedy w jakiś dziwny sposób nie wykorzystało się całej sumy przy wyszynku, ale musiał to być jakiś kataklizm, lub trafiło się na przyjaciela ( prawie zawsze Leszek Z.), który miał w zwyczaju nie pozwalanie na płacenie przy nim rachunków.

  Towarzystwo, które prawie każdego wieczoru spotykało się przy barze można podzielić na kilka kategorii: wyższe kręgi waluciarskie, przedstawiciele przemysłu prywatnego niebojący się ujawnić, iż mają pieniądze, trochę, ale skromnie, artystów, architekci, lekarze czy panienki w pracy szukające tak brakującego im, na co dzień podniecenia, dziewczyny z “dobrych domów”, jak i inne typy “ rozrywkowe”, oraz jak wszędzie przypadkowi “ inni” w tym dużo cudzoziemców.

  Znaliśmy się tam prawie wszyscy, wszyscy przed wtargnięciem “ obcego ” bronił nas natychmiast wkraczający do akcji pan portier zwany Aznavourem, którego amatorska twórczość malarska “ ozdabiała ”ściany wokół szatni”.

  Bar w hotelu Francuskim przez lata był dla nas bardziej czymś w rodzaju klubu niż knajpą.

  Po latach Aznavour przestał nas traktować jak obcych i przestał wciskać obowiązkowe bony konsumpcyjne, orkiestra grała tak długo, jak tylko tego sobie życzyliśmy ( nota bene nie za darmo) a nudzące się przy barze panienki ustępowały “ naszym ” kobietom miejsca, twierdząc, że są przecież w pracy i powinny zachowywać się z godnością.

  Francuz trochę stracił na znaczeniu, kiedy otworzyły swoje podwoje: Cracovia, Twardowska, a przede wszystkim sławny SPATiF.

  Nic jednak nie jest w stanie zepchnąć Baru w hotelu Francuskim z zaszczytnej pozycji literowania w nocnym życiu Krakowa lat 1960 - 1975.

  Był jak oaza, do której ciągnęli wszyscy spragnieni a Aznavour przelewał ich jak przez durszlak złoto odsiewając od plew i tych ostatnich nie wpuszczając z powodu braku miejsc.

  Osobnym ewenementem był zespół muzyczny z samym Toni Keczerem ( Antoni Kaczorem) gwiazdą muzyki bigbitowej lat sześćdziesiątych XX wieku ( zginął trzeźwy przejechany na psach dla pieszych w krakowskiej dzielnicy Prokocim w końcu XX qiwku.

  Niestety, ale nie da się policzyć ile par poczuło to siebie we Francuzie sympatię ( czasami chwilową) tylko dzięki jego piosenkom.

  Dzisiaj Baru we Francuzie już nie ma. Popadł ofiarą Nowej Polski, czyli zabierania wszystkiego wszystkim.

  Nie wiadomo tylko, po co? Przecież “ to nowe ”nie dorasta do pięt “ staremu ”, jak zresztą większość nowobogackich, którym dzisiaj z butów zamiast przysłowiowej słomy wystaje antena od telefonu komórkowego.

 

  Powyższe uwagi o Hotelu Francuskim zaczerpnąłem z jakże dziwnej Wikipedii, oraz własnych wspomnieniach opublikowanych w „ Poczecie Potworów Krakowskich”.

  I na tym powinienem skończyć, gdyby nie dzień 1 wrzesień 2014, godzina 18.00, „Ogrody sztuki” i wystawa pana Tomka Sikory zacytowana „Minął wiek”, czyli portrety100 osób urodzonych w kolejnych latach istnienia Hotelu Francuskiego wzbogacona informacjami o najważniejszych wydarzeniach w Polsce i na świcie ( ciężkawa przesada, na wystawie nie było ani jednej takiej informacji) oraz krótkimi wypowiedzeniami na temat marzeń i wspomnień, które złożą się na album fotograficzny „ Minął wiek”.

  Niby wszystko jest w jak najlepszym porządku. Pojawia się w Krakowie bardzo wybitny fotografik z Warszawy i we wnętrzach upadającego hotelu portretuje postacie bardzo znane, dla Krakowa wiele znaczące, od stulatków po prawie że niemowlęta.

  Pytanie brzmi: co portretowani mieli wspólnego z Hotelem Francuskim? Absolutnie nic. Jestem bardziej niż przekonany, iż więcej niż dziewięćdziesiąt procent uwiecznionych na zdjęciach w Hotelu Francuskim nigdy nie była!.

  Przecież autor równie dobrze mógł, a nawet moim zdaniem nawet powinien sfotografować szanowne grono równie dobrze w Barbakanie, na Skałce, Kopciu Kościuszki, czy chociażby na Kazimierzu, Dworcu Kolejowym lub nad statku pływającym po Wiśle.

 Proszę pomyśleć: do Warszawy przyjeżdża równy sławie pana Tomka krakowski fotografik i przez kilka miesięcy uwiecznia na kliszy intelektualną mieszankę stolicy ( o ile jeszcze taka istnieje) na przykład w rozpadającym się Hotelu Europejskim, zeszłym na psy sławnym kiedyś Spatifie, czy opanowanej już tylko przez jeszcze jakimś cudem żyjące duchy w kawiarni wydawnictwa Czytelnik.

  Co z tego wynika? Absolutnie nic, chociaż co do wysokiej klasy fotografii prezentowanych na wystawie absolutnie nie ma się do czego przyczepić.

  Z rozrzewnieniem spoglądałem na pozujących do czasami aż nazbyt wyszukanych zdjęć przyjaciół i znajomych jak : Tadzia Kwintę, Andrzeja Sikorowskiego, biskupa Pieronka, rektora prof. Ziejkę, czy jak zawsze uroczą Joannę Braun, plus bratanicę Mai Huskowskiej, córkę Bogdana, wybitnego, niestety nie bywającego już wśród nas reżysera.

  Moim zdaniem wystawie brak „pomysłu”, Z drugiej ani słowa wzmianki, iż było to „ulubione” miejsce biesiadowania sławnego premiera Józefa Cyrankiewicza.

  Kończąc jeszcze raz musze zdecydowanie zaakcentować, iż przedstawiony na wystawie w uroczych „Ogrodach sztuki” fragment z „życia” Francuza to nie mój lokal. Nie, i jeszcze raz NIE!.

  Z drugiej jednak strony chichotem historii stał się fakt, iż dwóch warszawiaków, fotografik Tomek Sikora i pan Geissler – przez media zwany – głównym sprawcą ruiny Francuza niezależnie od siebie stali się ostatnim – mam nadzieję, że jednak nie – mimowolny ostatnim bywalcami Francuza.

  Pan Sikora jako fotograf, a pan Geissler jako właściciel i pewnie dlatego wernisaż tej mimo wszystko interesującej, ale dziwnej wystawy odbył się w „Ogrodach sztuki” a nie w Hotelu Francuskim.

  Pewnie zarządzający – jak to się ładnie mówi – masą spadkową Pan Komornik nie wyraził na to zgody. Amen.

 

Roman Wysogląd



home | wydarzenia | galeria sztukpuk | galerie | recenzje | forum-teksty | archiwum | linki | kontakt