magazyn sztuki



Roman Wysogląd

bywam więc opisuję (70)


dotychczasowe >>>

teksty aktualne >>>


Bielawka u Fejkla, czyli śniadanie w barze mlecznym.


  Po raz kolejny Zbyszek Bielawska zaskoczył mnie. Naturalnie pozytywnie. Po świetnych wystawach prezentujących zdjęcia, przemierzaniu - kilka razy - świata z nieodłącznym Jakobko przyszedł czas na akwarele.

 Wyciszone, refleksyjne, dające dużo do myślenia, a przede wszystkim oddające chyba aktualny stan ducha artysty.

  Nie byłby Zbyszek sobą, gdyby w mowie powitalnej nie zakpił sobie z niewietrzonego od lat Krakówka mówiąc: niewtajemniczonym przypominam, iż akwarela nie jest techniką graficzną.

  Ale dość ogólników, wracamy do rzeczywistości, czyli do świata przedstawionego w czternastu pracach Bielawki.

  Przeraża mnie, ale i zachwyca dominująca w nich pustka. Jest wręcz zatrważająca, nie ma w niej ludzi, są tylko niby pejzaże, dziwne przedmioty, których można się przestraszyć, ale po kolejnym obejrzeniu wszystkich prac strach natychmiast ustępuje robiąc miejsce  refleksji, iż jednak w świecie Zbyszka cisza, spokój, metafora są najważniejsze.

  Namalowane w lecie w okolicach Sandomierza akwarele mają w sobie tajemniczą moc niedopowiedzenia i wymagają od oglądającego skupienia, aż po granice możliwości. Wtedy dopiero z całą mocą wychodzi na wierzch ich siła oddziaływania.

  Zjawiłem się na wernisażu kilkanaście minut przed otwarciem. Poza właścicielem galerii i Zbyszkiem lokal był pusty i w spokoju mogłem obejrzeć wszystkie prace.

  W czasie wernisażu obserwowałem za to ludzi. Ponad połowa „obecnych” na wernisażu gości była zainteresowana tylko sobą. Tak zwanych „bywalcy wszystkich wernisaży” nie interesowały wystawione prace, ponieważ przyszli tylko po to, by się pokazać, napić darmowego wina i wymienić informacje, gdzie, i o której następny wernisaż i pospekulować o jakości serwowanych tam trunków.

  Na szczęcie znalazło się trochę ludzi, których interesuje czysta sztuka i śledzą od lat twórczość Zbyszka Bielawki, i ci w skupieniu przyglądali się wystawionym akwarelom .

  Wystawa dedykowana jest jednorocznemu Teofilowi, wnuczkowi Zbyszka, który jednak nie dojechał z Warszawy, a który – mam taką nadzieję – nie będzie żył w świecie strachu, pustki, czy nierzeczywistości.

  Ale, ten przyszły świat jeszcze nie nadszedł. Na razie dominuje poczucie osamotnienia, niepewności, ale i nadziei dającej się odczytać z prac Bielawki.

  Dobre i to w świecie zdominowanym przez pieniądze i niepewności jutra. Na szczęście istnieje Bielawka, który swoim pracami - chociaż nie mówi tego wprost – daje jakąś nadzieję. Na dobre, jak i na złe.


Roman Wysogląd


home | wydarzenia | galeria sztukpuk | galerie | recenzje | forum-teksty | archiwum | linki | kontakt