magazyn sztuki



Kazimierz Machowina

SKAZKA



Kraków 2014

Tomik wierszy Kazia Machowiny pt. "SKAZKA". Premiera odbyla sie 22.11.2014 r. w Klubie Adwokatow w Krakowie przy ul. Slawkowskiej 1


Skazka tłumaczy się z rosyjskiego na polski, jako bajka. To prawda, w wierszach i malarstwie krakowskiego artysty znajdziemy wiele bajkowych zauroczeń. Sam zresztą (wydaje się przekornie) sygnalizował je w tytule pierwszego zbiorku wierszy „Cyrk” z roku 1986. Dziękinim – ale przecież nie tylko – sztuka mistrza Kazimierza ma tak licznych zwolenników. W tych przyciężkawych w wielu aspektach czasach cenimy sobie artystyczne sposoby potrafiące wywołać u odbiorcy ciepły uśmiech i przyjazny odruch, o który często tak trudno w groźnym i nieprzyjaznym świecie. Mam wrażenie, że autor „Skazki” już niejeden raz czytał podobne do powyższego omówienia swej twórczości. Tadeusz Nyczek we wstępie do albumu Machowina „Malarstwo

– poezja” wydanego z okazji siedemdziesiątych urodzin artysty w roku 2008 tak między innymi pisał:”... Machowina ma duszę świętego Franciszka i rad by nasz targany bólem i rozpaczą świat przycisnąć do serca i natchnąć otuchą.... Takim opiniom nie sposób zaprzeczyć, a jednak wydaje się, że poeta czytając je odczuwał niedosyt, bo brakowało im koniecznej przy takich omówieniach głębi. I oto w czwartym tomiku wierszy – wyraźnie już poirytowany – sygnalizuje jeszcze jeden niezwykle ważny dla swej poezji aspekt. Idzie o podobny do głębinowych wód dramatyzm pulsujący w jego utworach. Tytułowy wiersz „Skazka” tak brzmi w całości: „jest ranek zbudzony marszem tysięcy ziemia drży resztki śniegu wlewają się do głębokiego dołu słońce czerwienią ocieka na ręce sznurem związane strzelają w tył głowyprosto i miarowo warstwami zwłoki układają pod wieczór zasypują dół równają kopytami piach sadzą sosnowe drzewka ziemia całunem się kładzie” Gdyby autor nie umieścił katyńskiego dramatu w tytule zbiorku byłby to z pewnością jeszcze jeden, kolejny wiersz, kolejnego autora odnoszący się do naznaczonych wyjątkowym okrucieństwem wydarzeń polskiej historii, któreś ostrzeżenie przed totalitaryzmem w każdym wydaniu, przed zbrodnią, jakiej

człowiek jest w stanie się dopuścić. Wydaje się jednak, że Machowina tym właśnie wierszem sygnalizuje nam konieczność przewartościowania opinii dotyczących własnej twórczości poetyckiej. Sugeruje czujne i uważne  wsłuchanie się w jej głębinowy rytm, ledwo wyczuwalny, ale mający znaczenie nie do przecenienia. Tworząc swoją poetycką „baśń” autor nie zapomina o okrucieństwie i nikczemności świata, o jego dramatycznych i powikłanych dziejach.Może dlatego w „Skazce” wiele wierszy dotyczy pamiętnego dla Polaków roku 1981,może z tego właśnie powodu trafimy na utwory odwołujące się do ostatniej wojny. Kazimierz Machowina jest artystą niezwykle doświadczonym, aby dać się nagle sprowokować do podyktowanych wymogami i pokusami czasów nam współczesnych historiozoficznych rozważań. Niemniej jednak w ostatnim zbiorku wiele jest utworów o patriotycznym wydźwięku, łączy się on często z boską ingerencją, z wiarą, ale nie uplątaną w politykę, teologiczne szarady i jakże często doraźne wymogi oraz nakazy kościelnych włodarzy. Cuda – a takie w jego utworach się zdarzają – jak choćby w wierszu „Medalik” – przytrafiają się podobnie jak w Dobrej Nowinie prostym ludziom wielkiej wiary, która, niczym wspomniany już medalik, ukryta przed faryzejskim okiem, dyktuje rytmikę szczerego serca.

Andrzej WARZECHA

Kraków, 21 stycznia 2012 r.

 

ściernisko


boso przejdź

jak dojdziesz

do chlebowego pieca

chrupiące drzwi otworzy

Piekarz

w rumianym zapachu

pójdziesz

przed tobą

bochen chleba



medalik


wojna coraz grubsza

upita krwią tańcowała

dalej i dalej

za nią Stanisław

do ukraińskich sadów

pełnych grusz i jabłoni

zaszedł z wojskiem

późnym wieczorem

cicho było

i ciepło

porozpinali mundury

zasnęli

kiedy księżyc rozłożył

się na niebie

Stanisław otwarł oczy

żołnierze

poderżnięte gardła mieli

z pootwieranych gardzieli

rzężenie słychać było

przemieszane z dźwiękiem harmoszki

złapał się za gardło

całe

wiszący na piersi Chrystus

objął Stanisława



pejzaż z Rybotycz


nad rozlaną zielenią

w gęstwinie skrzydeł

Chrystus Pantokrator

ogniem złotym

rozpala połoniny

wilczym echem kołysze

na wieczerzę zaprasza

pędzą owce

za nimi pasterz

Carskie Wrota zamyka



rykowisko


pada strzał

pada jeleń

człowiek z fuzją

szczerzy zęby

zdziera skórę

rogi do ściany mocuje

przychodzą znajomi

na rogach kapelusze

wieszają

przy stole siadają

upieczony jeleń

rozłożył się na talerzach

na obrusie

w kawałkach

chowa się w żołądkach gości

do następnego strzału



skazka


jest ranek zbudzony marszem tysięcy

ziemia drży

resztki śniegu wlewają się do głębokiego dołu

słońce czerwienią ocieka

na ręce sznurem związane

strzelają w tył głowy

prosto i miarowo

warstwami zwłoki układają

pod wieczór zasypują dół

równają kopytami piach

sadzą sosnowe drzewka

ziemia całunem się kładzie



Betlejem Polskie 1981


Po śnieżnych piórach aniołów

dzieciątko schodzi

na zakratowane okno

piłuje więzienne kraty

wartownicze wieże drżą

z pilnika iskry lecą

ciepłe słodkie

kłębią się na piersi strażnika

opuszcza nisko karabin

z Jezusem siada na pryczy

przed chórami więźniów




Zdrowaś Mario


żywice złote w rozciętych ranach

zastygają w głębokie blizny

oczy z bólu się zwężają

we łzach dłoń uniosła

przyniesiesz mi różu

na policzek

z tła anioły wyszły








 

 


home | wydarzenia | galeria sztukpuk | galerie | recenzje | forum-teksty | archiwum | linki | kontakt